Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Adamczyk: Kobiety zaczną dominować

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Opublikował też setki reportaży i felietonów m.in. w Gazecie Wyborczej, Polityce i we Wprost. Przez kilka lat piastował też stanowisko redaktora naczelnego we wrocławskim "Słowie Polskim".
Adamczyk: Kobiety zaczną dominować

Adamczyk: Kobiety zaczną dominować
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Adamczyk: Kobiety zaczną dominować
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Adamczyk: Kobiety zaczną dominować
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

Najnowsze jego dzieło to książka, którą chce zachęcić mężczyzn do bardziej otwartego wyrażania uczuć a zarazem skłonić czytelników do refleksji nad słabą kondycją moralną dzisiejszych mediów.

MenStream.pl: Ma Pan więcej szczęścia, niż Pana książkowy bohater, choć obaj nazywacie się tak samo. On nie mógł odnaleźć swojego nazwiska wśród pierwszych stu wyników wyszukiwarki internetowej. Pan jest na miejscu 17.

Piotr Adamczyk, autor książki Pożądanie mieszka w szafie: To znaczy, że jednak napisanie książki coś dało (śmiech).

W książce był to poważny problem. Cały internet opanował Piotr Adamczyk – aktor, o którym wszyscy wiedzą, że zagrał papieża. Pan też ma na co dzień problem z tą zbieżnością imienia i nazwiska?

Nie, właściwie takiego problemu nie mam. Choć ta zbieżność stwarza czasem zabawne i wręcz anegdotyczne sytuacje. Historia na początku książki, z hotelem w Międzyzdrojach, jest prawdziwa. Chciałem tam pojechać odpocząć, nie mając świadomości, że akurat będzie tam wtedy festiwal gwiazd. Zadzwoniłem do hotelu, żeby zarezerwować miejsce, ale pani recepcjonistka powiedziała mi, że szanse są marne. Poprosiła jednak o moje dane na wypadek, gdyby ktoś zrezygnował z rezerwacji.

Gdy usłyszała, że nazywam się Piotr Adamczyk od razu się ożywiła i spytała czy to ten Piotr Adamczyk. Odpowiedziałem twierdząco. Dużo wtedy publikowałem jako dziennikarz i myślałem, że skojarzyła mnie z moimi tekstami. Rezerwację dostałem bez problemu, przyjechałem i spotkałem zdumione miny. Wszyscy spodziewali się znanego aktora, który zagrał papieża, a tymczasem przyjechał jakiś przypadkowy facet z Wrocławia i zajął miejsce obok pokojów tak znanych aktorów, jak Magdalena Cielecka i Adam Hanuszkiewicz.

Można więc powiedzieć, że Pan na tej zbieżności nazwisk wręcz zyskuje.

To była jedyna tak efektowna sytuacja. Na co dzień skutki tej zbieżności ograniczają się raczej do zdziwionych spojrzenia kasjerek w sklepach, gdy biorą do ręki moja kartę kredytową i odczytują imię i nazwisko. Często mówią: O, to jak ten aktor. Niemniej, to nie jest nic uciążliwego. Tożsamość tego drugiego Piotra Adamczyka mnie nie prześladuje.

Panowie znacie się w ogóle osobiście?

Nie mieliśmy dotychczas okazji się spotkać. Nie jest jednak wykluczone, że w końcu do tego dojdzie, bo pojawił się ostatnio pomysł, żeby takie spotkanie zorganizować. Piotr Adamczyk musi już zresztą wiedzieć o moim istnieniu, bo z tego co wiem, dostał egzemplarz mojej książki.

Pan wie, że każdy czytelnik będzie się zastanawiał, ile jest autora Piotra Adamczyka w bohaterze Piotrze Adamczyku. Jakby Pan to określił w procentach?

Procentowo? Powiedzmy, że pięćdziesiąt na pięćdziesiąt.

To bezpieczna odpowiedź, bo przecież nie wiadomo, która akurat połowa to pan.

Powiedzmy, że to lepsze pół to ja, a to drugie to już fikcja literacka. Oczywiście mówię to trochę z przymrużeniem oka.

Skoro nie należy Pana identyfikować jednoznacznie z bohaterem książki, to po co nadał Pan mu własne imię?

Ten bohater posłużył mi za oś fabularną. Dzięki niemu, również po części ze względu na jego imię i nazwisko, byłem w stanie połączyć dwa wątki. Jeden jest romansowy, związany z kobietami, miłością i uczuciami. Drugi jest poważniejszy i skupia się na przemianach, które nastąpiły w mediach. Chciałem pokazać, jak stosunkowo prostym sposobem można znaleźć się dziś na topie, w świecie celebrytów i zarazem jak media preferują takie śmieciowe treści i wydarzenia. Chodzi mi na przykład o takie sytuacje, jak podczas Euro 2012, gdy pewna pani pokazała się na stadionie z ładnym biustem i zaraz stała się osobą rozpoznawalną na cały kraj.

Pan w książce twierdzi wręcz, że media stają się dziś hipermarketami.

To takie inne określenie na ich tabloidyzację. Widzę, że nawet dobrze wstrzeliłem się tymi moimi książkowymi rozważaniami w bieżącą dyskusję. Niedawno rozpoczął ją Grzegorz Miecugow, który stwierdził, że to wina odbiorcy, który już wyjściowo jest stabloidyzowany. Wszystkie media zaniżają więc poziom, bo próbują się do niego dopasować. Ja to widzę jednak inaczej i cieszę się, że dzięki książce mój głos może wybrzmieć mocniej. Twierdzę, że media wprawdzie schlebiają niskim gustom, ale zarazem też je kształtują i kreują odbiorcę.

Gdzie więc leży więcej winy? Po stronie dziennikarzy czy po stronie odbiorców?

To jest chyba takie obustronne koło zamachowe. Jedni popychają drugich. Kiedyś, gdy byłem redaktorem naczelnym jednej z wrocławskich gazet, to pamiętam, że mieliśmy założenie iż piszemy do czytelnika, który ma jako taką ogładę. Mówiliśmy, że piszemy dla ludzi, którzy mają co najmniej średnie wykształcenie. Teraz, gdy patrzę na gazety, które są w kioskach, to mam poważne wątpliwości, czy ktoś w ogóle stawia sobie nawet taką, przecież wcale nie najwyższą poprzeczkę.

Pana bohater idzie jednak pod prąd. Sprzeciwia się zdaniu przełożonego i wstawia ambitny tekst w miejsce gniota. Kosztuje go to zwolnienie z pracy. Nie wiemy już jednak co działo się z nim dalej. Czy ma w ogóle szansę odnaleźć się dziś w ambitniejszej roli niż dziennikarz – pracownik hipermarketu?

Moim zdaniem tak, bo przewiduję, że jednak sytuacja będzie się teraz poprawiać. Zachłyśnięcie się wolnym rynkiem będzie chyba mijać. A to ono niestety popsuło w dużej mierze treści w mediach. Większość redakcji przejął kapitał nastawiony na natychmiastowe zyski. Gazety więc stały się łatwe, łatwo przyswajalne, jak towar na promocji. Liczyła się tylko sprzedaż tu i teraz a nie bardziej długofalowe myślenie o roli, która powinno się spełniać.

Tak zaczyna się książka autora, który większość swej dziennikarskiej kariery spędził w stolicy Dolnego Śląska. Tam też rozgrywa się akcja powieści, której główny bohater dojrzewa do prawdziwej miłości. Po drodze przytrafia mu się wiele zabawnych sytuacji , niejednokrotnie o zabarwieniu erotycznym. Nie przeszkadza mu to jednak snuć zupełnie poważnych refleksji nad kondycją współczesnego świata i trudnościami z odnalezieniem się w jego mało przyjaznej rzeczywistości. Przemyśleń zrodzonych na pograniczu silnej tęsknoty za prawdziwą miłością i zagubienia w atmosferze konsumpcjonizmu.

Mam jednak wrażenie, że obecnie powstaje sporo pism, filmów czy książek, które wchodzą w lukę, która powstała i oferują bardziej ambitny produkt. Nie zgadzam się na przykład z często powtarzanym zdaniem, że mamy kryzys na rynku książki. Bo coraz częściej spotykam czytających ludzi, w parku czy w komunikacji miejskiej. Coraz częściej też korzystają z e-booków, dzięki którym książki stały się przystępniejsze. To wszystko wskazywałoby, że następuje zwrot, odwrócenie trendu. Z jakością treści w masowym przekazie zeszliśmy już niemal do dna i właśnie przyszedł moment, żeby od niego się odbić.

Pana bohater zrywa z hipermarketowym dziennikarstwem z momencie, gdy osiąga też spełnienie w miłości. Jej temat jest zresztą tak naprawdę w książce dominujący. Dlaczego książkowy Piotr Adamczyk na prawdziwą miłość musiał czekać aż do wieku czterdziestu kilku lat?

Bo wcześniej był niedojrzały emocjonalnie. Przez to doświadczał jedynie fantomów miłości, czyli bardziej złudzeń, niż realnych uczuć. Przejawiało się to w miłostkach i romansach a nawet pokusach korzystania z miłości za pieniądze, bo przecież w pewnym momencie dociera też w książce do kobiety sprzedajnej. Nie odnalazł jednak w takich przygodach spełnienia i satysfakcji, bo gdzieś z tyłu głowy ciągle kołatała się mu tęsknota za czymś lepszym, za czymś czego już kiedyś przez chwilę doświadczył, ale co nagle się skończyło. To pierwsza miłość z okresu studiów do dziewczyny o imieniu Marysia Jezus. Piotr Adamczyk szuka więc jej w kolejnych kobietach, tylko że bezskutecznie.

W końcu ją odnajduje, ale proszę zwrócić uwagę na moment, w którym się to dzieje. Dopiero przemiana, osiągnięcie dojrzałości emocjonalnej mu na to pozwala. I ta przemiana jest też zarazem intelektualna. Dlatego jednocześnie ma odwagę zerwać z medialnym hipermarketem, pójść pod prąd.

Tę odwagę daje mu więc kobieta, która nosi imiona kojarzące się z religią i boskością. Równocześnie pisze Pan w pewnym momencie, że krzyż ma twarz kobiety. Krzyż oznacza przecież odkupienie. Czy dobrze rozumiem, że chodzi więc o odkupienie przez kobietę?

Dokładnie tak, zresztą tej symboliki jest więcej. Bo pozostałe kobiety, z którymi się spotyka – Miriam, Mariola i Magdalena, noszą odpowiedniki imienia Maria. One wszystkie wpływają na jego przemianę, naprowadzają go na nową drogę. Są przystankami do tej jedynej upragnionej, być może nie boskiej, ale na pewno doświadczalnej metafizycznie kobiety.

Wszyscy mężczyźni tęsknią za taką pierwszą miłością?

Ona nie tyle musi być pierwsza, co prawdziwa. A o to dziś wcale nie jest łatwo. Gonimy za pieniądzem, karierą, statusem i przez to sami pozbawiamy się na nią szans. Choć moim zdaniem ludzie są coraz bardziej tym zmęczeni i kwestia życia uczuciami oraz ich okazywania musi wrócić.

Ta książka ma zresztą pokazać, że problem tkwi głównie po stronie mężczyzn. W literaturze mamy pełno kobiet, które tęsknią za miłością, ale mężczyznom często się tego prawa odmawia. Tymczasem ja chcę pokazać, że nie ma powodu, żeby w tym względzie różnili się od pań. Niech marzą o prawdziwej miłości, niech czują jej brak i to okazują. Dzięki temu mogą ją przecież w końcu znaleźć.

Mój bohater doświadczył miłości wtedy, kiedy nie był jeszcze pochłonięty karierą. Przeżył ją na swój sposób wspaniale, ale nie potrafił jej docenić i zatrzymać na dłużej. Był zbyt niedojrzały. Potem trafił w wir pracy, kariery i zatracił jakby zdolność kochania. W hipermarketowym świecie tabloidów nie znalazł jednak satysfakcji emocjonalnej. Dopiero po przewartościowaniu swojego świata odzyskał prawdziwą miłość. Nie znaczy to jednak, że musiał trafić znowu do tej samej, co kiedyś kobiety. W książce ona tylko symbolizuje, że chodzi o to samo prawdziwe uczucie.

Mówi Pan o tym, jakby to był szczególny problem naszych czasów. Tyle, że w literatura praktycznie zawsze poruszała temat poszukiwania miłości i problemu pogoni za dobrobytem.

Absolutnie zgoda. Wydaje mi się jednak, że we współczesnym świecie szczególnie nie wypada mówić o tym, że nie tylko kobieta, ale również mężczyzna pragnie miłości. Faceci moim zdaniem kochają dziś tak, jak i dawniej, tyle że są jakby skrępowani w wyrażaniu uczuć. Bo to nie pasuje do roli społecznej, którą im narzucono. Wymaga się od nich takich rzeczy, jak utrzymanie domu i często niepracującej kobiety, a przy tym liczą się przecież bardziej rzeczy materialne, a nie uczucia. Faceci przestali więc w pewnym momencie o nich mówić.

Kiedy przestali? Pan twierdzi, że dawniej byli bardziej wylewni?

Tak naprawdę, to wcale nie jestem tego pewien. Choć jeśli popatrzymy na czasy, gdy powstawały takie utwory, jak Cierpienia młodego Wertera Goethego, to wydaje mi się, że jednak kiedyś było z tym lepiej. Obecnie wyznania miłosne przynależą niemal wyłącznie kobietom. Im wypada o tym mówić i pisać, a nam nie. Ja pokazuję w książce, że tak być nie musi, że facet też ma prawo otwarcie powiedzieć, że kocha, że tęskni, że ma swój świat uczuciowy.

A może to współczesne, wyzwolone kobiety nas zbyt onieśmielają? Może w tym leży problem?

Nie sądzę. Widzę tu raczej męską słabość. Kobiety, jak zawsze, potrzebują tego, żeby je kochać. Myślę, że w wielu związkach jest tak, że im brakuje tego stwierdzenia, usłyszanego z ust mężczyzny. Niejednokrotnie mężczyźni kochają, ale nie mówią tego, bo jakoś nie potrafią. O tym, że to poważny problem, niech świadczą listy czytelniczek publikowane w wielu czasopismach. One przecież często mają pretensje o tę wstrzemięźliwość emocjonalną swoich partnerów.

Pan chce trafić do mężczyzn, a jednocześnie pisze o tym, co chciałyby usłyszeć kobiety. Może okazać się więc, że zamiast czytelników, będzie miał Pan głównie czytelniczki. Mężczyźni nie przeczytają i nie posłuchają apelu.

Mam tego pełną świadomość, bo wiem, że i tak to kobiety są przeważnie odbiorcami literatury. Ta książka jest zresztą także jak najbardziej do nich adresowana. Niech zobaczą, jak sprawy miłości i uczuć widzą faceci. Bo na co dzień czytają głownie bestsellery, które są również autorstwa kobiet. Ta książka może pozwolić im uzupełnić obraz o męski punkt widzenia.

Niemniej liczę na to, że i mężczyźni będą po nią sięgać. Najlepiej, gdyby to zainteresowanie rozłożyło się tak po połowie. Nadzieję dają mi pierwsze recenzje ze strony mężczyzn, którzy mówili mi po lekturze: Kurcze, nareszcie ktoś napisał książkę tak, jak ja to czuję.

Pan twierdzi, że mężczyźni coś utracili. A kobiety? Jakie są dzisiaj, w porównaniu z tym, jakie były w przeszłości?

Na pewno są bardziej dynamiczne. Idą jak burza i dzięki temu mają teraz chyba swój złoty wiek. Proszę popatrzeć na to, kto teraz studiuje. W trzech czwartych są to właśnie kobiety. Efekt tego będzie taki, że za 5-10 lat będą stanowić wyraźną większość wśród wykształconych ludzi w Polsce. W związku z tym będą też piastować większość ważnych stanowisk.

Kobiety dziś tak mocno walczą o swoja pozycję, ciągle o tym mówią, mają w sobie taki power, że niedługo to mężczyźni będą musieli domagać się równych szans dla siebie. Bo będą odsunięci na boczny tor.

W takim razie, jako faceci, powinniśmy się chyba tego obawiać?

Oczywiście, mogą z tego powodu występować pewne napięcia, ale do jakiegoś otwartego konfliktu nie dojdzie. Bo dzisiejszy facet jest gnuśny. Jego główna aktywność to siedzenie z piwem przed telewizorem i oglądanie meczów. Ktoś taki nie będzie walczył o swoje. Zamiast tego obierze taktykę robienia dobrej miny, do złej gry.

Jest Pan bezlitosny dla mężczyzn. Dlaczego dziś znaleźliśmy się w tak nieciekawej sytuacji?

Pokażę to na przykładzie Warszawy. Jest ona pełna ludzi z małych miasteczek, którzy przejawiają niesłychaną ambicję awansu. Im mniejsze miasteczko, tym silniej napięta jest proca, która wyrzuca jego mieszkańców do stolicy i każe im walczyć tam o swoje. Podobnie jest w przypadku kobiet. Przez bardzo długi czas były odsuwane na drugi plan, miały siedzieć w kącie i za bardzo się nie wychylać. Gdy tylko pojawiła się jednak szansa, by to zmienić przejawiają o wiele silniejsza determinację, niż przyzwyczajeni do swego wyższego statusu mężczyźni. To daje im z kolei duże szanse na odwrócenie ról i okres dłuższej dominacji.

Widzi Pan coś, co mogłoby odwrócić ten trend, co dawałoby mężczyznom szansę na odbudowanie swojej pozycji?

Ja nawet nie wiem, czy bym tego chciał. Pozwólmy kobietom, by miały swój czas w historii. Niech przejmą władzę nad światem i może okaże się, że tak będzie po prostu lepiej. Mężczyźni dostatecznie wiele razy skompromitowali się wojnami i całym złem, które się na świecie wydarzyło.

Osobiście uważam, że kobiety są od nas o niebo lepsze. Przez wiele lat to głównie one były moimi współpracowniczkami w redakcjach. Współpracowniczkami rewelacyjnymi, z którymi bez problemu się porozumiewałem. Zamiast obaw, wiążę wręcz z ich nadchodzącą dominacją nadzieję.


Menstream.pl



o © 2007 - 2019 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Czwartek 12 grudnia 2019
Imieniny
Ady, Aleksandra, Dagmary

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl