Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Dostała te role po znajomości?

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Anna Szarek szczerze o swoim związku z Ludwikiem Sobolewskim
Dostała te role po znajomości?

Dostała te role po znajomości?
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

Ma hipnotyzujący głos, miły uśmiech i uwodzicielski wzrok. Pierwszy menadżer zauważył ją w sklepie obuwniczym. Przymierzała czerwone szpilki, spodobała mu się tak bardzo, że zaproponował jej pracę modelki. Potem były wyjazdy na wybiegi do Barcelony, Mediolanu, Nowego Jorku i Tokio. Po latach spędzonych w drodze postanowiła zwolnić. Wróciła do Warszawy, podjęła poważną pracę - została asystentką zarządu warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Tam poznała mężczyznę, dzięki któremu stało się o niej głośno. A może stałoby się o niej głośno tak czy inaczej? Jak do tego doszło, że ta skromna dziewczyna, która skończyła liceum prowadzone przez siostry zakonne, wstrząsnęła światem polskiej finansjery, a teraz jest pożywką dla tabloidów? O walce ze stereotypami i o tym, kim jest naprawdę, opowiada Anna Szarek.

iWoman.pl: W showbiznes weszła Pani z hukiem.

Anna Szarek, aktorka i modelka, życiowa partnerka Ludwika Sobolewskiego, byłego prezesa GPW: Tak. A prawda jest taka, że w ogóle nie chciałam wchodzić w showbiznes.

Jak to Pani nie chciała, skoro zajęła się Pani aktorstwem?

Dla mnie aktorstwo to jest zawód, praca artystyczna, która mnie bardzo pociąga. Showbiznes jest drugorzędny, jest tylko otoczką. Choć bywa obszarem zaciekłej konkurencji.

Anna Szarek Urodziła się w 1985 roku. Dzieciństwo spędziła w Wilkowyji, miejscowości pod Garwolinem. Przez kilka lat była związana ze światem mody i z warszawską agencją New Age Models. Współpracowała także z agencją NEXT w Nowym Jorku. Pracowała na GPW i w firmie doradczej Ernst&Young. Jest początkującą aktorką. Zagrała epizod w serialu Instynkt, Komisarz Alex, jej pierwszą większą rolą był udział w filmie Patryka Vegi pt. Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć. W lutym na ekrany wchodzi kolejny film z jej udziałem: Last Minute, także w reżyserii Patryka Vegi. Ten kto da się zauważyć ma przewagę.

Tak.

Nawet jeśli da się zauważyć w negatywnym świetle?

To zależy jak sobie człowiek poradzi w danej sytuacji.

A w sytuacji, w której Pani się znalazła w związku z aferą filmową, poradziła sobie Pani?

To się stało tak szybko, że nie miałam czasu na refleksje. Ale kierowałam się zasadą, którą kieruję się zawsze: jak nie wiesz co powiedzieć, powiedz prawdę, a jak nie wiesz jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie. Tak się składa, że zajmowałam się PR-em i w sumie, z perspektywy tych tygodni, wydaje mi się, że powinnam być mniej zaskoczona tym, co się wydarzyło. Ale czym innym jest zajmować się PR-em, nawet w poważnej instytucji finansowej, a czym innym jest zostać z dnia na dzień bohaterką medialnego spektaklu.

Mówią, że to przez Panią Pani partner stracił pracę.

Nie, nie mam takiego wrażenia. Nie czuję się winna. Zresztą, na to pytanie odpowiedzieć mógłby prezes Sobolewski. Ja uważam, że byłam tylko pretekstem. Zostałam użyta do stworzenia pozoru powodu odwołania prezesa Giełdy.

Ludwik Sobolewski stracił pracę ponieważ, jak orzekła Rada GPW, w nieetyczny sposób wykorzystywał swoją pozycję zawodową do pozyskiwania funduszy na film, w którym Pani zagrała jedną z głównych ról. Film, który notabene kręcił jego dobry znajomy, Patryk Vega. To poważny zarzut.

Nie chciałabym wnikliwe analizować tej sytuacji. Ale jeśli rozmawiamy o etyce, to warto pamiętać, że aby kogoś osądzać trzeba znać wszystkie aspekty danej sprawy. Jednoznaczna ocena jest często błędem. Temat był, i jest, medialny. Toczącej się śnieżnej kuli nie da się zatrzymać.

Przestraszyła się Pani tej sytuacji?

To jest trudne, kiedy trzeba stawić czoła takiej nawałnicy medialnej i całej masie stereotypów. Stereotypy w tej historii są najgorsze.

Pani historia to jest historia takiego Kopciuszka. Piękna, młoda kobieta z małego miasteczka, przyjeżdża do wielkiego miasta i zostaje dziewczyną wysoko postawionego mężczyzny. A on jej pomaga spełniać marzenia. Albo historia femme fatale. Chcąc osiągnąć swoje cele ona namawia go do złego i w ten sposób go rujnuje.

Tak, to stereotypy, przez pryzmat których najczęściej opisuje się sytuację moją i prezesa Sobolewskiego...

Już któryś raz z kolei mówi Pani o swoim partnerze per prezes Sobolewski. To dość zaskakujące zważywszy na to, co Was łączy. Nie będzie mu przykro, jak przeczyta? On o Pani mówi bardzo ciepło.

Nie, nie będzie mu przykro (śmiech). Zna mnie bardzo dobrze, jest przy mnie na co dzień. Gdy rozmawiam o nim w sytuacjach takich jak ta, mówię w ten sposób lub po prostu: Ludwik Sobolewski. Przecież on dla czytelników istnieje jako prezes Giełdy, człowiek rynku kapitałowego i gospodarki.

To nie jest jakaś próba dystansowania się?

O, nie. Jeśli miałabym powiedzieć czego brakuje w naszym związku, to na pewno wzajemnego dystansu. Na szczęście. (śmiech).

Dobrze, wracając do stereotypów...

Po pierwsze, nigdy nie miałam kompleksów z powodu swojego pochodzenia. Wręcz przeciwnie, moi rodzice bardzo chcieli mieszkać na wsi, ja też coraz częściej o tym myślę. A co do krążących na mój temat fałszywych przekonań? Mężczyzna na stanowisku, dużo młodsza kobieta, on już w dojrzałej fazie kariery, ona dopiero na początku. Takie sytuacje uruchamiają myślenie kliszami.

Szarek o mediach: "Rozmawiam z Panią, bo wierzę, że są media, które nie ubarwiają rzeczywistości i czytelnicy, dla których prawda jest wystarczająco atrakcyjna i nie szukają sensacji".I wtedy staje się to, czego można się spodziewać: ujawniają się negatywne emocje. Mam na myśli komentarze w internecie, niektóre artykuły w prasie. Widocznie ludzie tego potrzebują. Ale to źle świadczy nie o mnie, ale o tych którzy dają upust swoim frustracjom.

Konfrontacja z takimi stereotypami nie jest przyjemna. Ale jak z tym dyskutować, jeśli nie chce się upubliczniać swojego życia prywatnego? Można tylko milczeć.

Ale nie milczy Pani.

Ale przecież nie rozwodzę się na temat mojego życia prywatnego. Ten wywiad to wyjątek, w większości przypadków ograniczam się do promocji filmu. Rozmawiam o tym z Panią, bo wierzę, że są media, które nie ubarwiają rzeczywistości i czytelnicy, dla których prawda jest wystarczająco atrakcyjna i nie szukają sensacji.

Dużo nieprawdy pojawiło się na Pani temat?

Dużo półprawd. Był taki moment, że przestałam przeglądać portale internetowe, bo nie chciałam znowu trafić na jakieś zaskakujące doniesienia na swój temat. To jest smutne, że w ludziach tak bezrefleksyjnie uruchamiają się stereotypy. Przecież przypadków związków dużo starszego mężczyzny i młodej kobiety jest wiele. Emanuelle Seigner miała 23 lata, jak została żoną Romana Polańskiego, który miał wtedy 56 lat. Do tej pory są ze sobą, mają dzieci. Pani Agnieszka Grochowska, z którą wywiad przeczytałam w iWoman, też ma męża kilkanaście lat starszego. To nie jest nic dziwnego. No, ale jest jeszcze na tyle rzadko spotykane, że uruchamia takie proste myślenie.

Co gorsza, widziałam nawet wypowiedzi psychologa czy psychoterapeuty, który z wysokości swojej katedry – a raczej powiedziałabym: z wyżyn swojej ignorancji zawodowej – mówił w prasie, na przykładzie mojego związku, że w takich relacjach nie istnieje uczucie, a jest tylko kalkulacja i wyrachowanie. Współczuję ludziom, którzy korzystają z rad takiego specjalisty, o ile są tacy.

Boli, ale także zachęca i zmusza do myślenia. Myślę, że sytuacje tego rodzaju mogłyby być dla tych, którzy już zainteresowali się moim związkiem z prezesem Sobolewskim, szkołą tolerancji i szansą na poszerzenie swojego światopoglądu. Bo stereotypy prowadzą na intelektualne manowce.

Mówi Pani o konkurencji w showbiznesie. Dzięki zamieszaniu wokół Pani osoby, w tej konkurencji zrobiła Pani krok naprzód, czy wstecz?

Nigdy nie wiadomo, czy to, co nas spotyka, jest dobre, czy złe. W perspektywie czasu, to, co wydaje się nam początkowo dobre, może okazać się szkodliwe czy niefortunne, a to, co wydaje się nam traumą czy złą przygodą może obrócić się w samo dobro.

Nie mam potrzeby budowania sobie medialnego wizerunku, nie zastanawiam się nad tym, co kto o mnie sądzi. Zgadzam się z tym co powiedziała Agnieszka Grochowska. Nie jestem kimś, kto umiałby mieć dwie osobowości: tą medialną i własną. Jestem jedna, jestem sobą, ale część siebie chcę zachować w tajemnicy. Bo to mój intymny świat. Chcę być znana z filmów, a nie z życia prywatnego.

A jak Pani poznała Ludwika Sobolewskiego? W pociągu, na lotnisku, czy w innym romantycznym miejscu?

Nie chcę o tym opowiadać. Ale nie jest tajemnicą, że pracowałam na giełdzie, więc mogę zdradzić: prezesa poznałam na rozmowie rekrutacyjnej. Startowałam na stanowisko asystentki zarządu Giełdy Papierów Wartościowych.

To mało romantycznie.

To nie była sytuacja romantyczna, tylko stricte zawodowa.

Czym Panią ujął?

Ujął, to prawda. Ale to są właśnie te intymne szczegóły, o których nie chcę mówić. Mogę tylko powiedzieć, że na rozmowie dostałam między innymi pytanie, czy lubię przeglądać atlasy geograficzne i czy robię to przed podróżą, czy po powrocie. Ludwik do dziś twierdzi, że źle na nie odpowiedziałam.

Nie bała się Pani romansu szefa z podwładną? To powoduje, że ludzie zaczynają gadać, atmosfera robi się gęsta, jest się na językach.

Nie, to wszystko zależy od tego, jak bardzo wrażliwi jesteśmy na to, co mówią o nas inni. Oczywiście, że takie sytuacje narażają nas na ostracyzm społeczny, że takie ludzkie gadanie może ranić, ale co z tym zrobić? No trudno, mam nadzieję, że to minie. To nie jest powód, dla którego miałabym rezygnować z siebie i swoich decyzji życiowych. Ale żeby być fair, ze względu na swoją sytuację prywatną, odeszłam z pracy.

Trudno jest być w związku z osobą, która zajmuje tak eksponowane stanowisko? Wzbudza się zainteresowanie, komentarze, jest się na świeczniku.

Ja się tak nie czułam do czasu wybuchu tej afery. Zdaję sobie sprawę, że stanowisko prezesa to bardzo prestiżowe stanowisko, ale my nie wzbudzaliśmy większego zainteresowania, bo Ludwik Sobolewski nie koncentrował się na chodzeniu na bankiety i premiery, ale na pracy.

Trochę się Państwo pojawialiście to tu, to tam. Jak to się stało, że dostała Pani rolę u Patryka Vegi, który przyjaźni się z Ludwikiem Sobolewskim?

Poznaliśmy się na przyjęciu u naszej wspólnej znajomej, na którym byłam razem z Ludwikiem. Zaczęliśmy rozmawiać o swoich fascynacjach filmowych i powiedziałam Patrykowi, że interesuje mnie aktorstwo. On zaprosił mnie na casting do małej, epizodycznej roli w serialu, który reżyserował - do Instynktu. Dostałam tę rolę. Polubiliśmy się, dobrze się nam razem pracowało. Potem zaproponował mi udział w reklamie, którą kręcił dla jednego z ministerstw, a wreszcie większą rolę w filmie Stawka większa niż śmierć. Kolejną rolą, którą u niego dostałam, to rola w komedii Last Minute.

Czyli w sumie dostała Pani te role po znajomości?

Byłam na castingu i go wygrałam. Dostałam tą rolę dlatego, że reżyser wiedział, że jej podołam, że sobie poradzę. No taką przynajmniej mam nadzieję.

Świat filmu opiera się na znajomościach?

W dużym stopniu tak. Cały świat opiera się na relacjach, znajomościach. W przypadku filmu, bardzo ważna jest atmosfera na planie, jak aktor dogaduje się z reżyserem. Dużo lepiej pracuje się z ludźmi, których się zna. Moim zdaniem nie ma w tym nic zdrożnego. Przecież wielu reżyserów pracuje ciągle z tymi samymi aktorkami i nikt nie widzi w tym nic dziwnego. A u nas się to demonizuje.

A związek w świecie filmu jest trudny? Dookoła tyle pięknych aktorek, aktorów, modelek, praca z reżyserem. Jest obawa o partnera?

To jest już kwestia zazdrości, niektórzy są do niej skłonni bez względu na to, czy obracają się w świecie modelek i aktorów, czy nie. A poza tym, to jest też kwestia umiejętności zaufania drugiej osobie. Dla mnie to nie problem.

Kiedy postanowiła Pani, że będzie robić karierę w showbiznesie?

Nie planowałam tego. Moje koleżanki ze szkoły sugerowały, że powinnam się tym zająć, ale poważnie się nad tym nie zastanawiałam.

Pani chodziła do liceum prowadzonego przez siostry zakonne - siostry służki w Mariówce. Nie mówili tam Pani, że świat mody, modellingu i showbiznesu, to bardzo zepsuty świat? Że piękne kobiety powinny ukrywać swe wdzięki przed mężczyznami?

Nie (śmiech). Przyjechałam do Warszawy na studia, byłam w jakimś sklepie z butami i tam zaczepił mnie Maciej Lisowski z agencji New Age Models i zaproponował kontrakt. Na początku próbowałam łączyć studia z pracą, ale po krótkim czasie to było już niemożliwe.

Czyli jednak jak Kopciuszek.

(Śmiech). Nigdy nie spojrzałam na to w ten sposób, ale rzeczywiście, coś w tym jest (śmiech). Wiem, że miałam dużo szczęścia w życiu, wiele przygód i że przeżyłam znacznie więcej niż przeciętna kobieta zbliżająca się do trzydziestki.

Myśli Pani, że ładnym jest łatwiej?

Być może to zabrzmi próżnie, ale tak, myślę, że ładnym jest łatwiej. Poza tym, że dowodzą tego badania naukowe, wiem to z własnego przykładu. Miałam zawsze szczęście do ludzi, a na mojej drodze pojawiało się wiele szans.

Jak zapatruje się Pani na bycie celebrytką?

No niestety chyba jest to wpisane w zawód aktorki. To pojęcie jest bardzo szerokie, bo dotyczy z jednej strony osób znanych z tego, że są znane, a z drugiej strony zupełnie genialnych aktorów, którzy też są celebrytami, bo bywają, chodzą na pokazy mody, uczestniczą w życiu publicznym. Nie wiem, czy bycie celebrytą jest czymś złym. Jest to element tej rzeczywistości.

Celebrytów się kocha albo nienawidzi. Nie przeraża Pani perspektywa bycia osobą wzbudzającą tak dziwne emocje u nieznajomych?

Nie, nie przeraża mnie to. Z jakichś powodów ludzie mają taką potrzebę życia cudzym życiem. Zresztą, rzadko kiedy ktoś jest tak zupełnie nielubiany. Każdy ma swoich wielbicieli i antyfanów. Jest to wpisane w ten zawód.

Miała już pani propozycje ustawianych sesji dla tabloidów?

O mój Boże, jeszcze nie (śmiech)! Mam wrażenie, że jestem bardzo dyplomatyczna w tym wywiadzie, ale nie uważam, aby ustawiane sesje w tabloidach były czymś zupełnie złym. Wiem, że niektórzy to robią, bo dzięki temu mają wrażenie, że mają kontrolę nad tym, co się o nich pisze. Ale nie, nie wyobrażam sobie, żebym miała umawiać się z paparazzi.

Ostatnio polskim showbiznesem wstrząsnęła afera - modelki wyjeżdżały za granicę jako luksusowe prostytutki. Świat mody naprawdę jest aż tak niemoralny, jak można sądzić po takich historiach?

Pracowałam jako modelka kilka lat i nigdy nie miałam niemoralnej propozycji. Nikt nigdy nie zaproponował mi wyjazdu do Dubaju (śmiech). Ten świat ma wiele odcieni. Oczywiście, że zdarzają się takie historie, może nawet w świecie mody częściej, niż gdzie indziej z racji tego, że to jest branża, w której w pewnym sensie pracuje się ciałem. Ten świat jest niebezpieczny, sama widziałam kilkunastoletnie dziewczyny włóczące się po nocnych klubach w Nowym Jorku czy Mediolanie. Ale to nie jest dominujące i nie jest zasadą. Ten świat nie jest czarno-biały, nie jest zepsuty do szpiku kości. Jest też fascynujący. To jest praca jak każda inna. Bieganie z pokazu na pokaz, z sesji na sesję. Nie ma czasu na ekscesy.

Jak słyszy Pani takie historie, to nie odrzuca Pani od showbiznesu?

Nie, nie mam takich reakcji. Bo showbiznes nie jest taki. To jest tylko jakaś jego część.


iWoman.pl/fot: Piotr Blawicki, Piotr Wygoda/East N



o © 2007 - 2019 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Środa 11 grudnia 2019
Imieniny
Biny, Damazego, Waldemara

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl